Recenzja: Drogi Evanie Hansenie

Bardzo często spotykamy się z ekranizacjami książek, serialami na podstawie literatury. Wielu twórców kultury sięga do ciekawych dzieł, bardziej i mniej znanych autorów. Sensacje może wywołać odwrotna sytuacja. Co mam na myśli, otóż ostatnio możemy zaobserwować na rynku wydawniczym tendencję do zapożyczeń pomysłu na fabułę książki z różnych źródeł popkultury. Książki na podstawie gier – myślę, że Ty drogi Czytelniku jesteś w stanie w tej chwili wymienić przynajmniej jedną na zawołanie. Zgadłam? Próby udomowienia takiego zabiegu wychodzą różnie, w mojej opinii większość jednak kończy się fiaskiem.

Dziś chciałam się skupić na podobnej historii.

Vall Emmich próbuje w sposób zgrabny przenieść scenariusz musicalu “Dear Evan Hansen” przy współpracy z twórcami przedstawienia Stevena Levensona, Benja Paseka i Justina Paula. Skąd taki odważny pomysł? Etymologia jest dość prosta. Przedstawienie odniosło ogromny sukces. Dostało całą masę prestiżowych nagród i wyróżnień. Widzowie inspirowani wydarzeniami dziejącymi się na scenie odnajdywali w nim problemy, które dotykają ich samych. To spowodowało powstanie ruchu zrzeszającego wszystkich zafascynowanych losami Evana. Prawdą jest, że w sieci możemy spotkać bardzo dużo coverów i filmików dotykających motywu Evana. Tutaj łapcie jeden, w Polskim wydaniu: https://www.youtube.com/watch?v=b11GKd4B_wA

Vall Emmich człowiek chodząca orkiestra, pisarz i muzyk w jednym, oraz aktor. Dość bogata feria ról życiowych. Adaptacja scenariusza nie była jego debiutem literackim, na swoim koncie miał “The Reminders” książkę bardzo dobrze ocenianą przez czytelników. Co może dać nam nadzieję, że zna się na tym fachu całkiem dobrze.

Fabuła powieści opowiada historię dwóch nastolatków u progu dorosłego życia Evana Hansena i Connora Murphyego. Ten pierwszy jest typem człowieka z problemami społecznymi, relacje międzyludzkie są dla niego bardzo dużym problemem, receptą na jego przypadłość ma być pisanie listów do siebie samego. Connor to chłopak zamknięty w sobie pełen sprzeczności, problemów z narkotykami i agresją. Wspólny mianownik obu? Brak przyjaciół i transparentność problemów na tle rówieśników.

Connor borykał się z tak dużym ciężarem, którego nie miał z kim dzielić, że nie udźwignął go. Postanowił zakończyć swoje życie. Niesforny los sprawił, że tragedia nastolatka sprawiła, że Evan wpadł w spiralę kłamstw przybliża go do rodziny Murphych i jego CRUSH ZOE!

(UWAGA SPOILERY – POMIŃ OPIS POSTACI JEŚLI NIE CZYTAŁEŚ JESZCZE KSIĄŻKI)

Evan.

Postać Evana jest w moim odczuciu bardzo eteryczna, delikatny chłopak z problemami asymilacyjnymi. Pochodzący z rozbitej rodziny i całym bagażem doświadczeń z tym związanych, które odbijają nieodwracalne piętno na jego osobowości. Bardzo ciekawie wykreowany, autentyczny i zagubiony zarazem. Nie wiem komu tutaj zasługę kreacji przypisać, Emmichowi czy stwórcą przedstawienia, ale zakładam, że wszyscy w tym maczali swoje pióra, zatem dobra robota PANOWIE! 

Connor.

Wątek Connora jest dość nieoczywisty, poznajemy go najpierw jako osobę zagubioną, wydającą się człowiekiem na marginesie, pomimo tak młodego wieku. Jego prawdziwą naturę, delikatną, wrażliwą, nieradzącą sobie z emocjami odkrywamy po jego śmierci. Można się zastanawiać jak? Otóż został wprowadzony motyw ducha Connora. 

Jeśli miałabym być szczera i najbardziej obiektywna jak potrafię, to ta książka zdecydowanie nie jest dla mnie. Chyba jestem nieco stara już na literaturę młodzieżową. Start fabuły fenomenalny, zawirowania losu wprowadzają chłopaka nieradzącego sobie z życiem na manowce kłamstwa, z których nie umie się wydostać. To mi akurat bardzo się podoba. Jak wiadomo, kłamstwo ma krótkie nogi i jedno ciągnie za sobą drugie. Bardzo ważny przekaz społeczny i moralny dla nastolatków. Trzeba uświadamiać! Zgadzam się. Na tym etapie analizy książki dałabym 10/10. Chwilę później jednak poznajemy ducha Connora i tutaj już miałam takie “no dobrze, rozumiem”. Zabieg miał na celu wytłumaczenie pewnych zawiłości nastoletnich problemów z jakimi borykają się bohaterowie. Myślę, że słowem kluczem w tej wypowiedzi są problemy, to one spowodowały, że ta książka do mnie nie przemawia. Jest ich zbyt wiele, mamy taki:

  • Motyw spirali kłamstw.
  • Motyw rodzin patchworkowych.
  • Motyw homoseksualizmu.
  • Motyw alienacji przez młodzież.
  • Motyw transparentności ludzi.
  • Motyw samobójstwa.
  • Motyw różnic społecznych.
  • Motyw problemów z narkotykami.

Dużo prawda? Dla mnie ta karuzela problemów poruszanych w książce jest tak wielka, że nie mogę skupić się na jednym i na spokojnie go rozważyć. Wiem, że pewnie na tym polega fenomen tej historii, dzięki takiej rozpiętości fabularnej nie jest ciężko znaleźć coś z czym możemy się utożsamić. No i gotowe – przepis na sukces. Mnie jednak one obecnie nie dotyczą i szukałam w tej historii raczej czegoś w co będę mogła głębiej wejść i miałam nadzieję na problemy z relacjami społecznymi Evana, że to będzie nasz punkt zaczepienia. Rozmazały się jednak wraz z rozwojem fabuły. Bardzo żałuję. Lubię czytać o nolifach i nerdach. Zakończenie za to bardzo mi się podobało i stwierdziłam, no dobra uratowało książkę. Trwało to do momentu, jak przeczytałam epilog. Gdyby nie to, to byłabym nim zachwycona. Byłoby takie nieoczywiste i takie aaaa! Jak lubię! No cudne, ale trach coś mnie podkusiło, żeby zobaczyć co jest epilogu i czar prysł.

OCzywiście należy na plus zaliczyć to, że książka podejmuje aspekty bardzo ważne społeczne, pisząc o nich w prostym języku dostosowanym do młodego odbiorcy.

Myślę właśnie, że młody czytelnik będzie zachwycony tą historią. Prawda jest taka, że czytając ją miałam przed oczami film na Netlixie i wiesz co? Dużo się nie pomyliłam! Będzie ekranizacja. Koniecznie zajrzyj też tutaj:
http://bit.ly/2AXQ43q

1 thought on “Recenzja: Drogi Evanie Hansenie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *